Newsy/kejsy

Damian Parol o social mediach, blogu, weganizmie i planach

22.05.2020 Autor: Aleksandra Łukasiewicz
Udostępnij:
Damian Parol o social mediach, blogu, weganizmie i planach
Damian Parol - naukowy influencer i bloger demaskujący dietetyczne mity. Udało nam się z nim porozmawiać o jego historii z social mediami, internetowych dyskusjach i dlaczego już nie jest zatwardziałym weganinem. “Zawodowo zajmuję się udziałem w kłótniach internetowych"

Jeżeli choć trochę interesujecie się tematyką żywienia, na pewno znacie Damiana Parola. A jeżeli jesteście na diecie wegetariańskiej lub wegańskiej, to już prawie pewnik. 

Autor popularnonaukowego bloga o tematyce dietetycznej i demaskator żywieniowych ściem takich jak chociażby bezwzględna szkodliwość glutenu dla ludzkości, czy wiarygodność testów IgG na nietolerancje pokarmowe. Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej o internetowej karierze Damiana i jak to się wszystko zaczęło - zapraszamy do lektury!

Jak sam pisze o sobie - Zawodowo zajmuję się udziałem w kłótniach internetowych, poradnictwem dietetycznym i prowadzeniem szkoleń (w tej kolejności).”. I faktycznie, bardzo często jego wpisy na blogu, czy posty na facebookowym fanpejdżu, wywołują prawdziwą burzę. Jednak jest to ten rodzaj twórcy, który wie, o czym mówi i ma za sobą solidną edukację - magister dietetyki (SGGW), psychodietetyk (SWPS), obronił też doktorat na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.



Zobacz też: Jak wygląda życie lekarza z Instagrama? Rozmowa z DoktorekRadzi cz. 1



Damian Parol znany jest szerzej z poruszania kontrowersyjnych tematów, czy też popularnych mitów z zakresu dietetyki i fitnessu np. czy cardio na czczo działa lepiej, czy rzeczywiście aspartam jest szkodliwy itp.



Ale wiele jego odbiorców najbardziej ceni jego wyważone, naukowe podejście do problemów, sprawdzanie informacji, badań, a jednocześnie komentowanie w dosadny sposób różnych głupot, jak np. “cheat meal” jako oszukany posiłek, który się “nie liczy”.



U Damiana każdy wpis na blogu jest poparty naukową bibliografią, odwołaniami do badań. Jednocześnie jest w bardzo przystępnej formie i każdy, niezależnie od wykształcenia, jest w stanie zrozumieć jego treść. 




Zatem ile czasu Damian spędza przygotowując wpisy na swojego bloga?

- Ciężko to policzyć, bo czasem nad jednym tematem pracuję kilka miesięcy. Oczywiście też nie non-stop, bo w tym czasie doczytuję różne rzeczy, szukam, przeglądam, zastanawiam się, robię jakieś pierwsze szkice. Czasem szykuję po prostu jakiś temat na konferencję, a potem on się pojawia na blogu, bo reserach został już zrobiony wcześniej. Ale to też zajmuje te kilkadziesiąt godzin. - mówi nam w rozmowie. - Przy takich najprostszych wpisach to jest jeden dzień roboczy. Przy bardziej skomplikowanych to jest kilkadziesiąt godzin. A ten wpis o IgG [wpis o testach IgG na nietolerancje pokarmowe - przyp. red.] mógł mi zająć miesiąc, tzn. pisanie go razem ze wszystkim. Był bardzo długi, wymagał bardzo dużo nauczenia się w międzyczasie. 



Współprace a konflikt interesów

W przypadku twórców prezentujących treści naukowe kwestia współprac jest niezwykle problematyczna, o czym mówił już DoktorekRadzi w drugiej częsci wywiadu z nami. Jak sam nasz bohater pisze na swojej stronie: “Jestem bardzo sceptyczny wobec większości produktów i usług na rynku health&fitness. Dlatego z zasady nie podejmuję się reklamowania produktów.”

W rozmowie z nami Damian potwierdza, że nie miał nigdy typowej współpracy z marką. - Miałem jakieś bartery na zasadzie, że coś od kogoś dostałem i napisałem coś na ten temat. 

Jak uzasadnia takie podejście? - To wynika z dwóch rzeczy. Bardzo rzadko zdarza się taki produkt, który mogę z czystym sercem polecić. A jak już istnieje, to z reguły to są produkty marek, które nie za bardzo chcą się intensywnie promować. Druga rzecz to praca z markami też jest trudna, w takim sensie, że dla osoby, która robi to sama (bez jakiegoś zespołu czy agencji, która ją reprezentuje) to negocjowanie z ludźmi od tej marki, ustalanie czegoś, to wszystko kosztuje bardzo dużo czasu. Dla mnie to nieproduktywne, bo nic się z tego nie dzieje, a jeszcze nigdy nie zaproponowano mi takich pieniędzy, żebym pomyślał sobie “no dobra, to warto”. Zwykle to są umiarkowane pieniądze i uznałem, że bardziej mi się opłaca sprzedawać swoje kursy i usługi niż wchodzić we współprace.- tłumaczy swoje podejście Damian.



Zobacz też: Gargamel - kim jest? Analiza influencera w pigułce



Do tego dochodzi konflikt interesów. - Jeżeli tych współprac robi się dużo, to mniej lub bardziej pojawia się tam konflikt interesów. - dodaje.


Początek drogi w social mediach

A jak w ogóle się to wszystko zaczęło? Swoją działalność w przestrzeni internetowej zaczął już 10 lat temu, na początku jako fanpejdż i blog Sci-Fitness. Jednak po ok. 3-4 latach zmienił nazwę na swoje imię i nazwisko, zdecydował po prostu pragmatyzm. - To nie było efektywne, z takiego względu, że niepotrzebnie tworzyłem kolejną markę. Np. kiedy gdzieś występowałem to było wyliczane na plakatach: Damian Parol, organizator, logo sponsora, ktoś jeszcze; i do tego jeszcze logo Sci-Fitness. - tłumaczy nasz bohater.

- Wtedy jeszcze nie dało się zmienić nazwy profilu na Facebooku (albo może ja nie umiałem), więc po prostu założyłem nowy profil i po ok. roku udało mi się dogonić liczbę lajków, którą miałem wcześniej na Sci-Fitness. - mówi Damian.

W przypadku tego influencera, ciężko wyznaczyć jakiś przełomowy moment, dzięki któremu się wybił, swoją popularność wypracowywał latami. - Tutaj nawarstwiło się kilka rzeczy - tłumaczy sam zainteresowany. Jest to przykład tego, jak działa systematyczna praca, regularne tworzenie treści oraz w tym wypadku - działalność naukowa. 


Były zatwardziały weganin

Część osób obserwujących Damiana wie, że jest on na diecie bezmięsnej. Nam wydało się to oczywiste, ale Damian powiedział, że nie każdy o tym wie i nawet jego to czasami dziwi. Co więcej, w momencie, kiedy zakładał bloga, był zatwardziałym weganinem, jak sam mówi - takim zero-jedynkowym. Jednak na pierwszy rzut oka nie znajdziecie nigdzie takiej informacji. Czy ta strategia “ukrywania” (albo po prostu nie afiszowania) swojej diety była zamierzona czy wyszła przez przypadek?



- Zupełnie świadomie uznałem, że nie chcę na tym opierać swojej kariery medialnej, z dwóch powodów. Jeżeli coś się zmieni, a oprę na tym swój cały wizerunek, to będę w dużo gorszej pozycji. Taką szramę na wizerunku bardzo ciężko później odbudować. Po drugie, uważałem, że ludzie, którzy mają profil “weganizm cośtam” czy związany z jakąś konkretną dietą, są mało wiarygodni. Tzn. jeżeli widzę u kogoś, kto ma w tytule “weganizm” i pokazuje jakieś badanie, które wspiera dietę wegańską, to jest to dla mnie mało wiarygodne. No bo wiadomo, że on będzie taką dietę promował. Chociaż nie jest to do końca sprawiedliwe, bo są też osoby, które nie mają w tytule bloga “weganizm”, a wrzucają treści zawsze pro-wegańskie (ale to samo tyczy się np. diety niskowęglowodanowej, paleo itd.). Moim zdaniem jest to gorsze dla odbiorców. Do dzisiaj uważam, że to była bardzo dobra decyzja. 



Jak to się stało, że zatwardziały weganin stał się krytycznym wegetarianinem?

- Parę lat temu uważałem, że weganizm to kierunek, w którym wszystko powinno iść. Wydawało mi się, że duża część ludzkości będzie kiedyś na diecie wegańskiej i to jest model, który nawet jeżeli jest trudny, to ma bardzo dużo zalet. Dzisiaj uważam, że to jest znacznie bardziej zniuansowane. Np. dużo bardziej zdaję sobie sprawę, że problemem ludzkości, jeżeli chodzi o jedzenie, nie jest spożywanie mięsa czy produktów odzwierzęcych. To w ogóle nie jest sedno problemu w tym wszystkim. Rzeczywiście, jest wiele produktów odzwierzęcych, których ludzie jedzą za dużo (np. masło, mięso czerwone, czy mięso w ogóle), nie potrzebujemy ich tak dużo i to nam szkodzi itd., a to też nie znaczy, że weganizm jest rozwiązaniem. - mówi Damian.



Zobacz też: Były jesieniary, czas na rzepiary. "Ludzie przestańcie deptać pola i uprawy!"



Zdaniem naszego influencera rozwiązaniem jest raczej ograniczenie tych produktów, używanie różnych zamienników typu “mleko” produkowane przez drożdże, czy te sztuczne mięsa, o których teraz mówi się bardzo dużo. - Moim zdaniem to bardziej rozwiąże problem np. obciążenia dla planety, jakim jest produkcja mięsa. Coraz trudniej mi uwierzyć, że to weganizm będzie tym kierunkiem, bo ludzie tego za bardzo nie chcą. Też z punktu widzenia zdrowia to nie jest niezbędne, żeby być na diecie wegańskiej. Moje poglądy ewoluowały pod tym względem. - podsumowuje.

Obecnie wierzę w model bliższy diecie fleksitariańskiej, czyli zakładającej ograniczenie lub wręcz minimalizacje produktów odzwierzęcych, przy jednoczesnym wykorzystaniu nowoczesnych technologii (wspomniane sztuczne mięsa i mleko) oraz regulowaniu hodowli zwierząt tak, żeby była bardziej ekologiczna i kosztowała jak najmniej cierpienia zwierząt.



Wiem, że dla wielu osób takie podejście nie ma “moralnej czystości” weganizmu, ale moim zdaniem to znacznie bardziej pragmatyczne podejście, które ma o wiele większą szansę na sukces. Ostatecznie dla wszystkich jest lepiej jeśli 5 osób ograniczy mięso niż 1 osoba zostanie weganinem. 



"Domowe Rewolucje" vs Damian Parol

Ciekawostką jest, że Damian razem z żoną byli bohaterami jednego z odcinków programu TVN “Domowe rewolucje” Doroty Szelągowskiej. Nie jest to znany fakt, sam bohater się tym nie chwalił, jednak nasze czujne oko wyłapało ten fakt. 

Jak sam tłumaczy, nie miało to żadnego związku z jego blogiem czy działalnością. Dlatego uznał, że nie warto się tym chwalić. - Do programu zgłosiła nas żona. Mówiła, że nikt tego nie zobaczy, bo teraz nikt nie ogląda telewizji, a okazało się, że widzieli to wszyscy (śmiech). 

Okazuje się, że nasz bloger nawet nie widział tego odcinka. - Nie chciałem go oglądać, chociaż moja żona się temu dziwi. Zawsze czuję się trochę zawstydzony oglądając siebie w takich sytuacjach. Niemniej była to bardzo miła w skutkach przygoda.



Zobacz też: Jasperrr55 x Charazinsky - wywiad. O swoim związku i planach na przyszłość



Problem naukowego YouTube'a

W czasach ekspansji treści wideo dziwi brak aktywności Damiana na YouTube, chociaż kanał istnieje. - W ostatnim czasie pochłonęła mnie praca nad Warsztatem i rozwijanie kanału na YT zeszło na dalszy plan. Nie chciałbym go prowadzić na byle jakim poziomie, dlatego ten temat będzie musiał poczekać na swoją kolej. - tłumaczy.

Ale to nie koniec. Swoją dezycję Damian uzasadnia także specyfiką tego medium i jego algorytmami. - Uważam, że bardzo często na YouTube wybijają się ludzie, którzy nawet jeżeli robią coś około naukowego to w tym jest dość dużo fajerwerków różnego rodzaju. Są np. kanały robiące teoretycznie treści naukowe, ale tak naprawdę dużo większy nacisk postawiony jest na atrakcyjność tego przekazu, a dużo mniejszy na naukową rzetelność. Oczywiście to można wyważyć, ale obawiam się, że z punktu widzenia kariery na YT komponent widowiskowy jest ważniejszy niż naukowy. 




- Ci ludzie, którzy się najbardziej wybijają mówią o wielu różnych tematach i prawda jest taka, że oni prędzej czy później zaczynają opowiadać rzeczy, które nie są prawdą albo nie są do końca ścisłe. YT lubi różnorodność, a żeby stworzyć naukową treść na dany temat, to trzeba albo mieć wykształcenie kierunkowe, albo spędzić nad tym bardzo dużo czasu. To wymusza zamykanie się w wąskiej dziedzinie lub poruszanie się poza tematami, które się dobrze zna. A to już bardzo grząski grunt. Pomóc może wsparcie innych ekspertów, ale też ma swoje ograniczenia. - mówi

- Oglądałem parę takich kanałów robiących treści naukowe i jak mówili o tematyce niezwiązanej z dietetyką, to myślałem “o, fajnie, że ktoś to tak naukowo uporządkował i w ogóle super treść”, a jak mówili coś na temat dietetyki, to miałem już takie “no dobra, ale to jest zdecydowanie uproszczone” albo “to już nie jest do końca aktualne”, “a to nieprawda”. - kontynuuje myśl.



Zobacz też: Dzieci-influencerzy. Kim są, jak wygląda ich kariera?



Przez to Damian stara się jeszcze bardziej pilnować, żeby trzymać się swojej dziedziny wiedzy. - To, niestety, zamyka mnie na pewne rzeczy, ale trudno. W dietetyce też są takie dziedziny, na których się nie znam i nawet nie bardzo widzę możliwość, żebym w sensownym czasie był w stanie to nadrobić, żeby móc zacząć na ten temat się udzielać. A już nie mówię o wypowiadaniu się np. o globalnym ociepleniu. Tzn. mam pewne wyobrażenie procesów, które za tym idą, mniej więcej mam jakieś pojęcie, ale żebym miał wyjść do ludzi i powiedzieć im coś o tym, być ekspertem, to nie wyobrażam sobie tego. To jest zbyt skomplikowane i zbyt trudne. To jest kłopot. A YouTube bardzo promuje taką multieksperckość, to się bardzo dobrze sprzedaje, ale nie jest do końca rzetelne. Jaskrawym przykładem jest to, ile osób nagle stało się ekspertami od epidemiologii. 


Wolny czas i social media

A jakie kanały obserwuje Damian Parol w wolnym czasie, czy dalej są to profile branżowe czy może coś zupełnie niezwiązanego z żywieniem i nauką? Tutaj pojawia się problematyka pracy w domu. - Ciężko powiedzieć kiedy to jest ten wolny czas, a kiedy czas pracy. - mówi. 

- Staram się ograniczyć używanie mediów społecznościowych, bo na to można przeznaczyć, moim zdaniem, nieskończoną ilość czasu. Mógłbym spokojnie poświęcić cały dzień tylko na aktywności typu przeglądanie stron, aktywnie uczestniczenie w dyskusjach, odpowiadanie na wiadomości itd. Tylko ciężko coś z tym zrobić dalej, tzn. z nawet z wartościowej dyskusji internetowej nie powstaje ciekawa treść. 

Jednak spędzenie czasu w social mediach ma też pozytywne aspekty. Okazuje się, że jest to świetne narzędzie w świecie nauki. - Moim zdaniem w tym momencie nie ma narzędzia, które jest w stanie szybciej poinformować mnie o pojawieniu się nowego, ciekawego badania, niż media społecznościowe. - opowiada. 


Zobacz też: Inżynierowie, hydraulicy, elektrycy. Poznaj złote rączki Instagrama!



- Nawet jak mam ustawione alerty na różnych portalach z badaniami, to one i tak mają lekkie opóźnienie. Bardzo często jest tak, że zanim dostanę jakiegoś maila, że pojawiło się jakieś badanie w największej wyszukiwarce artykułów naukowych, to prawdopodobnie znajdę to badanie omówione już omówione przez kogoś. 


"Zawodowo zajmuję się udziałem w kłótniach internetowych"

Jeżeli już jesteśmy przy dyskusjach w social mediach… Osoby obserwujące naszego dzisiejszego bohatera od dłuższego czasu wiedzą, że nie boi się on zabierać głosu. Zapytaliśmy Damiana czy jakaś tzw. “drama”, w której uczestniczył, zapadła mu szczególnie w pamięć. Musimy was trochę rozczarować, bo w dużej mierze są to dyskusje w branżowym towarzystwie. Chociaż prawdpodobnie są bardzo ciekawe, bo jak sam zainteresowany mówi, bywały czasem bardzo brudne i lepiej tego nie wyciągać.



Za to wiele osób zainteresowanych postacią Damiana pamięta sławną batalię sprzed kilku lat z Tadeuszem Sowińskim o… nasycone kwasy tłuszczowe. - Na jednej z grup zrzeszających dietetyków stoczyliśmy dyskusję, która dla mnie wtedy nie wydawała się jakąś epicką dyskusją. Ale po kilku latach ludzie pamiętają, “A, to wtedy, co Damian z Tadeuszem pokłócił się o te nasycone kwasy tłuszczowe i czytaliśmy to z wypiekami”



Co zabawne, obaj panowie teraz bardzo się lubią i prowadzą razem szkolenia. 

Inną bardzo znaną polemiką była debata zorganizowana stacjonarnie przez czasopismo Food Forum w Multikinie i dotyczyła glutenu. - Wtedy to były naprawdę duże konferencje. - wspomina Damian. 



- To była debata na temat w glutenu w najgorętszym momencie, kiedy był on posądzany o szkodliwość dla wszystkich i zawsze. Teraz już chyba tego nikt tak na poważnie nie bierze. Tematem było, czy spożycie glutenu może być przyczyną tycia. Moim zdaniem to nie jest dobrze postawiona teza z punktu widzenia osoby, która miałaby ją obronić. Bo to jest nie do obronienia. Można próbować postulować, że gluten np. powoduje problemy z układem trawiennym, ale w kontekście otyłości jest to bardzo ciężkie.



- To była debata z taką wielką pompą medialną. Pamiętam, że przygotowywałem się do niej dwa miesiące, żeby to dobrze zrobić. - wspomina. 


Plany na przyszłość vs epidemia

W kontekście aktualnej sytuacji niewątpliwie trudno jest planować przyszłość. - Jestem na etapie weryfikowania pewnych założeń i zastanawiania się, co dalej. Ten rynek wyglądał trochę inaczej dwa miesiące temu, a inaczej wygląda teraz. Pytanie, jak będzie wyglądał za kolejne dwa miesiące. - mówi Damian.

- W moich planach wciąż pozostaje praca nad Warsztatem Nauki. Wiem, że chociaż rynek będzie w najbliższych latach nasycał się tego typu ofertami, to ta będzie platformą, która jest i wciąż będzie prowadzona rzetelnie i dzięki temu utrzyma zaufanie, którą już obdarzyli nas nasi odbiorcy. Mam przekonanie, że na jakość pracuje się latami i małymi krokami - ten sam schemat pracy przyjąłem na moim blogu. 

- Myślę też o zrobieniu czegoś w mniejszej skali. Być może zajmę się na jakiś czas produkcją czegoś mniejszego lub np. rozszerzeniem usług związanych z konsultacjami dietetycznymi, bo to jest coś takiego, co jest bardzo mocną podporą, a nie wymaga przygotowywania dużego produktu, z długą kampanią sprzedażową itd. 





Jeżeli nie znaliście wcześniej naszego dzisiejszego bohatera, to mamy nadzieję, że zaintrygowaliśmy Was na tyle, aby zacząć śledzić jego twórczość. Jego popularność to kolejny przykład na to, że influencerzy naukowi mają coraz większą przewagę nad mainstreamowymi mediami, które lubią uproszczenia. Ten medal ma dwie strony, bo niestety, zwiększa to też popularność osób głoszących teorie spiskowe, półprawdy i fake newsy. Ale liczymy, że przedstawiając Wam sylwetki rzetelnych twórców naukowych możemy to zmienić. 

Autorka artykułu prywatnie żałuje, że kiedy była w szkole nie było tylu ciekawych twórców prezentujących rzetelne treści naukowe w przystępny sposób (były w zasadzie tylko kasety VHS i płyty DVD z nudnie nagranymi wywodami), więc jeżeli jeszcze się uczycie - korzystajcie z tego dobrodziejstwa!

(A jak mówi sam Damian o temacie płyt czy kaset - To jest ciekawy komentarz, bo z mojej perspektywy te 10 lat temu dużo trudniej było się czegoś nauczyć w internecie niż jest teraz. Pokolenie dietetyków, którzy teraz studiują jest często wstanie zgromadzić w rok wiedzę, którą my zbieraliśmy latami.)



Kampanie:

Ta strona używa ciasteczek (plików cookies).