Newsy/kejsy

Kalendarze adwentowe i fenomen ich odpakowywania w całości. O co chodzi?

09.12.2020 Autor: Aleksandra Łukasiewicz
Udostępnij:
Kalendarze adwentowe i fenomen ich odpakowywania w całości. O co chodzi?
Już w połowie jesieni wchodząc na polskiego YouTube’a mogliście zauważyć pierwsze filmiki z odpakowywaniem kalendarzy adwentowych różnych firm w całości. Niektóre kanały w okolicach grudnia zdaje się, że opierają na tym większość swojego contentu. Za to firmy co roku prześcigają się w coraz bardziej kreatywnych i spektakularnych kalendarzach adwentowych. O co w tym chodzi i czy komukolwiek się to opłaca?

Kalendarze adwentowe możemy znaleźć juz w zasadzie ze wszystkim. Większość z nas kojarzy je zapewne z kartonowymi płaskimi opakowaniami,, gdzie w każdym okienku znajduje się czekoladka czy pralinka (czasami też np. z jakimś obrazkiem czy sentencją). Oczywiście, te są dalej bardzo popularne.

Jednak poza słodyczami, możemy kupić kalendarze adwentowe z zabawkami, herbatami, zdrowymi przekąskami, kosmetykami, perfumami, akcesoriami do makijażu, pielęgnacji czy włosów. Są nawet takie, które są przeznaczone dla zwierząt - np. z przysmakami dla psa czy kota. Kalendarze nie zawsze muszą też zawierać upominki, są też takie, które zawierają wyłącznie zadania. No i nie wszystkie muszą być gotowcami ze sklepu - można zrobić je również samodzielnie.

Nie każdy wie, że tradycja kalendarzy adwentowych narodziła się w protestanckiej części Niemiec, a spopularyzowała się z początkiem XX wieku. Sam zamysł wziął się z potrzeby - kiedyś bardzo dużo ludzi było niepiśmiennych i nie posiadało kalendarza, a w ten sposób można było przekazywać odliczanie do Świąt Bożonarodzeniowych. Wtedy, zamiast łakoci, były to po prostu zapalane kolejno świece na adwentowym wieńcu czy też skreślanie dni zaznaczonych gdzieś kredą. 



Zobacz też: Jak podjąć współpracę z BrandBuddies? Odpowiadamy na najczęstsze pytania



Jednak to właśnie przez ostatnie kilkanaście lat urósł trend na produkcję rozmaitych kalendarzy adwentowych przez marki. Zwyczajem jest, że suma wartości produktów zamieszczonych w nich jest wyższa niż cena za kalendarz. Z reguły to pewnego rodzaju “prezent” od marki dla klienta. Oczywiście, nie zawsze się to jednak sprawdza. Przykładowo, kalendarze adwentowe z Sephory z poprzednich lat owiane są złą sławą z uwagi na małą wartość produktów w nich (a także za słabą estetykę kalendarza).




W tym roku jednak marka postanowiła to zmienić, bo wydała naprawdę imponujący produkt, który zbiera w social mediach dużo pozytywnych reakcji

Imponujące potrafią być też ceny samych kalendarzy. Wyżej wymieniony kosztuje… niemal 500 zł. Na osłodę można dodać, że wartość wszystkich kosmetyków w środku przekracza 1000 zł (jest m.in. pełnowymiarowa paletka z Huda Beauty czy puder Too Faced). Kalendarz jest też dużo bardziej estetycznie wykonany niż w poprzednich latach i spotyka się z wieloma pozytywnymi recenzjami youtuberek.

A będąc już przy youtuberkach (bo to w większości kobiety zajmują się na YouTube kalendarzami adwentowymi), to zdaje się, że właśnie one mają główny udział w napędzaniu mody na kalendarze adwentowe i wywieraniu presji na marki aby były coraz bardziej spektakularne oraz zaskakujące. Czasami stają się też viralami, jak chociażby sytuacja sprzed 2 lat, kiedy to memem stała się reakcja Karoliny Gołębiewskiej, prowadzącej kanał StylizacjeTV, na jedno z okienek w kalendarzu Nivea. Sformułowanie “Hit! Dareeek!” już na stałe zagościło w internetowym slangu.



Na jej kanale trzeci rok możemy oglądać filmiki jak odpakowuje w całości kolejne kalendarze adwentowe. Przez ostatnie dwa sezony święteczne (tegoroczny oraz 2019) wyświetlenia tego typu filmików wahają się między 40 tys. a 140 tys., natomiast wideo z 2018 mają od 200 tys. do ok. 800 tys. wyświetleń. Oczywiście króluje tu słynny filmik z kalendarzem Nivea, który zbliża się już prawie do 1 mln.


Inną youtuberką, znaną z otwierania kalendarzy adwentowych jest GlamPaulaTV. Nie przesadzimy, jeśli nazwiemy ją królową kalendarzy na polskim YouTube. W tym roku opublikowała nawet filmik, gdzie chwali się, że kupiła… 100 kalendarzy, a samo wideo ma już ponad 100 tys. wyświetleń. Jest ich tyle, że zapowiedziała, że w każdym vlogmasie (czyli codziennych vlogach w grudniu) będzie ich otwierać po kilka. Poza tym pojawiają się też filmiki poświęcone tylko jednemu kalendarzowi, a tych, w tym sezonie, do momentu publikacji tekstu, jest już 97. U Pauli wyświetlenia tego typu filmików w tym roku wahają się w okolicach 80-180 tys. wyświetleń na wideo.




Adrianna z kanału True Beauty również zamieszcza tego typu filmiki. Jednak u niej nie jest to aż na taką skalę oraz przybiera to inną formę - najczęściej są to filmiki pokazujące porównanie drogiego i taniego kalendarza czy też takie, gdzie kalendarze były absurdalnie drogie (np. ponad 1000 zł za ten od Yves Saint Laurent).




Zachęceni sukcesami innych, z roku na rok coraz więcej twórców pokazuje na swoich kanałach otwieranie kalendarzy adwentowych w całości. Tego typu treści znajdziemy m.in. na kanale Agi Grzelak, Marcysi z Ekipy Friza czy Andziaks. Jednak z reguły jest to najwyżej kilka filmików. Prawdopodobnie z dwóch powodów - po pierwsze, wiele osób, w tym influencerów kupuje kalendarze z myślą, aby otwierać je po kolei każdego dnia od 1 grudnia i nie chcą psuć sobie tej świątecznej przyjemności. Wtedy często też otwieranie każdego okienka pokazują na swoich vlogmasach lub InstaStories.


Drugi powód, który częściej dotyczy mniejszych twórców, to koszta. Bardzo często te najciekawsze i najbardziej spektakularne kalendarze kosztują kilkaset złotych, więc chcąc pokazywać ich kilka-kilkanaście na swoim kanale w czasie jednego sezonu, trzeba wydać na to przedsięwzięcie ładnych kilka tysięcy złotych (GlamPaula mówi, że za swoje wszystkie kalendarze w tym roku zapłaciła 21 tys. zł). A nie wszystkie kalendarze da się dostać w ramach współpracy z marką. 




Zobacz też: Amelie.yt - wywiad. Jak rówieśnicy reagują w szkole na sławę 14-latki?




Bardzo często filmy influencerów z segmentu beauty nakręcają sprzedaż pozytywnie zrecenzowanego produktu i nie inaczej jest w przypadku kalendarzy adwentowych. Te, które są dostępne w Polsce, są w miarę przystępnej cenie i mają ciekawą zawartość wyprzedają się na pniu po filmikach z ich unboxingami, co przyznają same youtuberki. Działa to także w drugą stronę - dzięki takim filmikom można się ustrzec przed kupnem tzw. bubla. Bowiem bardzo często można znaleźć w nich zapychacze typu gumki do włosów, pacynki do makijażu czy lakiery do paznokci. 


Ale nie wszyscy oglądają tego typu filmiki z myślą o kupnie. Przeglądając komentarze można uznać, że bardzo duża część nawet nie ma zamiaru ich kupować. Wystarczającą satysfakcją jest dla nich oglądanie jak robi to ktoś inny. Widać, że dostarcza do wielu emocji, szczególnie, gdy kalendarz nie jest zbyt udany jak na swoją cenę. 


Nie bez powodu też wspominaliśmy o niemieckim pochodzeniu kalendarzy adwentowych, bo to właśnie tam bardzo często zaopatrują się youtuberki. Wielokrotnie takie kalendarze są dostępne tylko stacjonarnie (lub nie są dostarczane poza Niemcy) i ich zdobycie wymaga podróży lub poproszenia kogoś znajomego o przywiezienie. 


Zapewne wiele osób zastanawia się co influencerki robią z kalendarzami po ich prezentacji na filmiku, bo przecież nawet używając danego rodzaju produktów codziennie, czasami już naprawdę nie da się zużyć wszystkiego. Okazuje się, że część je po prostu odsprzedaje w styczniu. Jednak tylko te kalendarze, które mają szufladki czy pudełeczka (czyli można je odpakować bez niszczenia, w przeciwieństwie do np. kartonowych okienek, które się rozrywa). 


Można dojść do wniosku, że biznes kalendarzy adwentowy jest napędzany głównie przez influencerów i w zasadzie nie daleko byłoby to od prawdy. W Polsce filmiki spod znaku kalendarzy (szczególnie te kosmetyczne) prawdopodobnie będą tylko coraz popularniejsze, skoro nawet czas pandemii i gorszej sytuacji ekonomicznej większości ludzi nie zniechęca do tego typu rozrywek.











Kampanie:

Ta strona używa ciasteczek (plików cookies).