Newsy/kejsy

Farma Dyń - byliśmy w miejscu, gdzie rodzą się jesieniary

30.09.2020 Autor: Aleksandra Łukasiewicz
Udostępnij:
Farma Dyń - byliśmy w miejscu, gdzie rodzą się jesieniary
Kojarzycie te zdjęcia z dyniami zalewające wasze media społecznościowe we wrześniu i październiku? Pojechaliśmy do głównego źródła tych zdjęć, czyli na Farmę Dyń, żeby sprawdzić o co tyle krzyku. Czy warto było wstawać rano i jechać na obrzeża miasta?

Tak jak dzieci znajduje się w kapuście, tak jesieniary rodzą się w dyniach na farmie tychże pożywnych warzyw. Dlatego postanowiliśmy pójść tym tropem i wyruszyliśmy na Farmę Dyń w warszawskim Wilanowie, jest to jedno z najpopularniejszych tego typu miejsc. Naszemu standardowemu foto-teamowi (czyli Ola&Matisowy) towarzyszyła jeszcze dobrze wam znana influencerka i członkini ekipy Follovers, Pszczółka - czyli Julia Palpuchowska



Skąd w ogóle wzięło się zjawisko jeżdżenia na farmy dyń? Jak można się domyślić, zwyczaj ten przywędrował do nas z USA i jest związany z obchodami Halloween. Przy okazji upowszechnia się zwyczaj spożywania tego warzywa w momencie kiedy jest na nie sezon, ale w dalszym ciągu wiele osób myśli, że dynie pełnią głównie funkcję dekoracyjną. I nie bez powodu.




Dynie, siano i inne rośliny tworzące klimat amerykańskiej, jesiennej farmy są naprawdę wdzięczną sceneria do fotografowania. I dlatego, jeżeli ktoś poszukuje na warszawskiej Farmie Dyń głównie tego, nie zawiedzie się. 




Na Farmę Dyń wybraliśmy się w dzień roboczy z samego rana z bardzo prostego powodu. Byliśmy już tam rok temu i wiemy, że w weekendy i popołudnia w miejscu tym są prawdziwe dzikie tłumy. Na tyle, że do wejścia tworzy się często pokaźny wężyk oczekujących. Mimo wczesnej pory, i tak z każdą minutą było coraz więcej dzieci dowożonych przez kolejne busiki. Farma Dyń oferuje bowiem zorganizowane zajęcia dla grup dotyczące dyń i zwierzaków obecnych na Farmie.



Zobacz też: Kolejne 5 instagramowych miejsc w Warszawie za darmo



No właśnie - poza dyniami i słomą, na miejscu znajdziemy też mini zoo z królikami, małymi kózkami, gęsiami i alpakami. Do tego są też huśtawki oraz trampoliny. Teoretycznie atrakcje przewidziane są głównie dla najmłodszych, ale jako osoby pielęgnujące w sobie wewnętrzne dziecko przechodząc obok wybiegów z uroczymi zwierzakami nie mogliśmy odmówić sobie zatrzymania się na chwilę przy nich. 









Niestety, niemiło zaskoczyła nas podwyżka cen za wejście - w zeszłym roku było to 10 zł za osobę dorosłą i 20 zł za dziecko (różnicę w cenie uzasadniano wtedy tym, że większość atrakcji jest dla dzieci, a nie dla dorosłych). W tym roku jest to 20 zł dla każdego. - To spoko cena jeżeli ktoś nastawia się tylko na sesję fotograficzną. Ale jeżeli ktoś chce przyjść z rodziną po prostu spędzić ciekawie czas to jest już jednak drogo. - mówi Matisowy. Trudno się nie zgodzić, za 4-osobową rodzinę wychodzi przecież aż 80 zł. A naprawdę nie ma tam aż tyle atrakcji jeżeli ktoś nie przyjechał z nastawieniem na kreatywną sesję. 

Jednak my, jako pierwszorzędne jesieniary, byliśmy na to przygotowani. Aby urozmaicić zdjęcia przygotowaliśmy nawet różne ubrania oraz gadżety, takie jak np. świece dymne (w przypadku korzystania z takowych zalecamy szczególną ostrożność!) czy prześcieradła, aby przebrać się za duchy. Zobaczcie zresztą sami poniżej.












Zobacz też: Tymek Kasprzyk - wywiad. Nastoletni influencer o swojej popularności na TikToku i o życiu w Hiszpanii








Gadżetem, który warto zabrać w takie miejsce jest na pewno dron (oczywiście o ile macie taką możliwość). Jeżeli uda wam sie trafić na stosunkowo małą ilość ludzi (jak nam), to dyniowe farmy są fantastycznym miejscem do zdjęć i filmów z lotu ptaka.







Dlatego, jak widzicie, możliwości dla fanów fotografii są duże. Na dyniowych farmach odnajdą się zarówno typowe jesieniary, czyli fanki oraz fani grubych swetrów, czapek i pumpkin spice latte, ale nie tylko. Także wielbiciele klimatów vintage, "Chilling adventures of Sabrina" czy Wiedźmina będą mogli poczuć się jak u siebie.

Nie zapominajmy też o tiktokowych możliwościach dyniowych przybytków.





Jeżeli chcecie wybrać się na Farmę Dyń na dłuższą sesję, polecamy wziąć też sobie jakieś jedzenie, picie w termosie i urządzić piknik. Na miejscu są ławeczki ("Jak w Simach!" mówi Matisowy), więc można spokojnie usiąść sobie na przerwę na lunch. My mieliśmy chwilę przy gofro-naleśnikach zrobionych przez Mateusza. No i oczywiście nie zapomnijcie sprawdzić pogody, bo nawet najpiękniejsze miejsce trudno fotografuje się w deszczu.

Farma Dyń znajduje się przy ul. Przyczółkowej 2k w Warszawie i jest czynna codziennie od godz. 9:00 do 18:00 do 31 października. Od razu podpowiadamy, że bez samochodu dojazd nie należy do najłatwiejszych. Mimo to jeżeli zależy wam na oryginalnych fotografiach, naszym zdaniem warto się wybrać.

Kampanie:

Ta strona używa ciasteczek (plików cookies).